poniedziałek, sierpnia 31, 2009

31.08.09

Jak pomoc przyjacielowi który pocy niechce a wiadome jest ze jak palcem nie rusze to albo ojom albo chować go bedą w ziemi czarnej. Ludzie z miasta tak zwani o drobnice chloaka scigaja. Jestem wstanie wyjąć i mu pomoc. Dług miałby u mnie a ja z bronią nie chodzę przecież. Normalny jestem Zupelnie. jak pomoc komuś kogo duma   I godność nie pozwala na pomocy przyjęcie? Młody chłopak z chora matka. Zasuwa dwa etaty. Starzy po rpzwodzie. Jak ma chwile to ojca dIeciakow pilnuje. SZoku nie skonczone daleko nie zajdzie ale dusza człowiek. I co zrobić? Co zrobić? Wjebal się chlopak okrutnie szybka kasę chciał Zrobic. Z drugiej strony to co ja? Fundacja jestem pomocy zblakanym? Ale jakoś nie mogę tak prZejść obok.  Muszę mu jakoś pomoc nawet jeśli to wędka ma być a nie gotowizna coś wymyslec muszę.


Dziś znów jak na oddech na wieści czekałem od Ciebie. Pragnienie nieodparte aby Cię porwać w środku nocy i wschód słońca nad morzem podziwiać. Może gdzieś tam jesteś?

sobota, sierpnia 29, 2009

Czekając na deszcz

Nie potrafię zwolnić. Muszę ciągle biec przed siebie. Nie wiem czy w tym biegu Minołem już cel czy może zapomniałem jaki był na początku. Może cel ewoluuje wraz ze zmianami prędkości pędu. Próbuje uchwycić gdzie jest aktualnie w swej ewolucji. Jak się kształtuje jak smakuje i czy będzie pachniał jeżynami? W poszukiwaniu celu spędziłem dzień w pracy. Odpisałem na kilka maili do ludzi których już rozmazał czas w pamięci. Starałem się przypomnieć o czym wtedy myślałem co mnie inspirowało. Całe poszukiwanie sprawiło że czas nie określony siedziałem w deszczu na parkowej ławce. Przyjmując jego energie kinetyczną starałem się popędzić umysł do znalezienia w sobie tej mocy która prowadziła mnie zawsze do przodu bez względu czy źle czy dobrze. Nie wiem teraz czy jest ta energia we mnie . Może to tylko efekt zakrapianej nocy. Może a raczej na pewno po nadmiarze entuzjazmu przychodzi czas na refleksje.
A deszcz jest cudowny. Uwielbiam go w każdej odmianie. Dziś był szary, stalowy. Jak ciężka mgła unosił się w powietrzu i tylko jego skumulowany nadmiar opadający po liściach uświadamiał o jego obecności. Lubię taki deszcz. Jak przykleja się do twarzy. Lubię gdy kołnierz skórzanej kurtki postawiony lekko chroni mnie przed nim i jednocześnie skrywa moje oblicze przed światem. Szelest kropel na liściach i spokojna rytmika zamieniająca się w gęstą amplitudę szumu.
Pamiętam gdy jeszcze przemierzałem pieszo pola gór świętokrzyskich. Tam deszcz był inny. Ciepły. Lubiłem jak spływał po twarzy. Kapał z czubka nosa I płynął jeszcze wtedy po długich włosach.
Ale jeszcze bardziej od deszczu lubię światło przed nim.
Zdarza się raz na jakiś czas. W popołudnia lipcowe. Słonce jest wtedy jeszcze wysoko, ale wilgoć w powietrzu nie pozwala mu się przebić. Wtedy cała zieleń nabiera barwy soczystej, a niebo słodkawego mandarynkowego koloru. Wtedy widzę wyraźniej wszystkie kształty. Moc tych kolorów  aż prosi się by stanąć i chłonąć ją całym sobą czekając na deszcz.

niedziela, sierpnia 09, 2009

iiiiichhaaa

Ulanska fantazja we mnie drzemie. Wczoraj obudzona rzuciła warszawski kluby na kolana. Chwile potem rzuciła mną. Teraz król parkietu wraca z Kita podeinieta prosto do pracy widząc ze wikt na przyszły miesiąc przepadł wraz z entuzjazmem ubieglej nocy. Nie bawilem się od roku i chyba mastepne bale za rok dopiero. Dziś udam się na posZukiwanie kart kredytowych i rekonesans moralności. Obym wstydzić się nie musiał. Eh eh eh.
Michał co nad tequila nie wzdycha.