Nie potrafię zwolnić. Muszę ciągle biec przed siebie. Nie wiem czy w tym biegu Minołem już cel czy może zapomniałem jaki był na początku. Może cel ewoluuje wraz ze zmianami prędkości pędu. Próbuje uchwycić gdzie jest aktualnie w swej ewolucji. Jak się kształtuje jak smakuje i czy będzie pachniał jeżynami? W poszukiwaniu celu spędziłem dzień w pracy. Odpisałem na kilka maili do ludzi których już rozmazał czas w pamięci. Starałem się przypomnieć o czym wtedy myślałem co mnie inspirowało. Całe poszukiwanie sprawiło że czas nie określony siedziałem w deszczu na parkowej ławce. Przyjmując jego energie kinetyczną starałem się popędzić umysł do znalezienia w sobie tej mocy która prowadziła mnie zawsze do przodu bez względu czy źle czy dobrze. Nie wiem teraz czy jest ta energia we mnie . Może to tylko efekt zakrapianej nocy. Może a raczej na pewno po nadmiarze entuzjazmu przychodzi czas na refleksje.
A deszcz jest cudowny. Uwielbiam go w każdej odmianie. Dziś był szary, stalowy. Jak ciężka mgła unosił się w powietrzu i tylko jego skumulowany nadmiar opadający po liściach uświadamiał o jego obecności. Lubię taki deszcz. Jak przykleja się do twarzy. Lubię gdy kołnierz skórzanej kurtki postawiony lekko chroni mnie przed nim i jednocześnie skrywa moje oblicze przed światem. Szelest kropel na liściach i spokojna rytmika zamieniająca się w gęstą amplitudę szumu.
Pamiętam gdy jeszcze przemierzałem pieszo pola gór świętokrzyskich. Tam deszcz był inny. Ciepły. Lubiłem jak spływał po twarzy. Kapał z czubka nosa I płynął jeszcze wtedy po długich włosach.
Ale jeszcze bardziej od deszczu lubię światło przed nim.
Zdarza się raz na jakiś czas. W popołudnia lipcowe. Słonce jest wtedy jeszcze wysoko, ale wilgoć w powietrzu nie pozwala mu się przebić. Wtedy cała zieleń nabiera barwy soczystej, a niebo słodkawego mandarynkowego koloru. Wtedy widzę wyraźniej wszystkie kształty. Moc tych kolorów aż prosi się by stanąć i chłonąć ją całym sobą czekając na deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz