środa, października 21, 2009
WITAJ ŚWIECIE... 18 PAŻDZIERNIK 2009
Witaj świecie…
… jest 18 października 2009 roku. Mam już dwadzieścia siedem lat i nadal czuje się jakbym miał dwadzieścia. Powiedzmy dwadzieścia dwa lata. A może czasem szesnaście.
Całkiem niedawno obiecałem sobie nigdy się nie zestarzeć, a około sześćdziesiątki zdziecinnieć zupełnie. Stąd decyzja aby znów zacząć pisać coś na kształt pamiętnika. Zwyczajnie po to aby sprawdzać czy mój sposób myślenie nie ewoluuje nadmiernie w stronę starczego gorzknienia. Co mógłbym z czasem kontrolnie naciągnąć na cynizm lub zwykłe szyderstwo ze świata.
Zastanawiam się czy przeżyłem do tej pory dostatecznie dużo aby móc ocenić dotychczasowe życie. Odpowiedź jest jasna i brzmi: nie mnie to oceniać. Więc czemu próbuje? Czy mam sobie coś do zarzucenia i staram uzasadnić błędnie obrane drogi, ścieżki itp.? Pewnie dokładnie tak jest. Zarzucam sobie, że nie skończyłem studiów gdy był na to czas i teraz to nadrabiam. Że poszedłem do łóżka z kobietami z którymi nie powinienem. Że nie poszedłem do łóżka z kobietami z którymi powinienem. Że wiele moich związków rozpadło się przez moją dumę. Że rozpocząłem wiele związków. Że zakończyłem wiele związków. Że matka tyra. Że tyra bo uważa, że mi pomoże. Że nie potrafię zmienić jej zdania o mnie. Że uważa, że potrzebuję pomocy. Że, że, że … z drugiej strony… uważam, że moje dotychczasowe życie ułożyło się zgodnie z moim wewnętrznym planem. Jednym słowem wyszalałem się. Wycierpiałem też swoje. Przeżyłem piękne chwile z przyjaciółmi. Gorące noce z pięknymi kobietami. Wypiłem morze wódki. Wypaliłem tony prawdziwej marihuany, nie tego syfu co się dzieciakom sprzedaje. Pływałem. Wspinałem się. Ścigałem. Śpiewałem. Grałem. Żyłem.
… jest 18 października 2009 roku. I nie wiem co dalej
Jakieś parę tygodni temu naszło mnie na odmianę swego losu. Wybrałem metodę chyba najprostszą. Ogłoszenie internetowe. Musze przyznać, że zaskoczenie było ogromne gdy już następnego dnia miałem zapchaną skrzynkę odbiorczą. Postanowiłem nie tracić czasu na maile typu umówmy się, mam tyle lat i tyle cm wzrostu, jestem szczupła lub szukam czegoś. Zdecydowanie wykluczyłem też maile z numerami telefonów i bezpośrednimi propozycjami seksualnymi, choć nie powiem, kusiło. Dlaczego odrzuciłem dziewięćdziesiąt dziewięć procent? Bo to nuda. A ja od nudy chciałem uciec. To chyba oczywiste. Nawet umówiłem się na kilka „randek w ciemno”. Dokładnie dwie. Pierwsza z niesamowitą furiatką. Skusiłem się ze względu na nasz pierwszy kontakt poprzez tak zwane gie gie podczas którego nazwała mnie oszustem itd. Było to intrygujące. Następne rozmowy poruszały się w prostej linii do nienawiści. Zatem spotkaliśmy się bezpośrednio aby sprawdzić czy słowo pisane nie zniekształca naszych emocji. Nie zniekształcało. Wręcz przeciwnie. Umyśliłem sobie knajpę na spotkanie w której nigdy nie ma miejsc. I tu się nie zawiodłem na towarzyszce. Zagotowała się jak planowałem. Po długim niezdecydowaniu zaprosiłem ją do speluny w której czasem się chowam. Ewidentnie nie spodobało jej się. Przez godzinę słuchałem z uśmiechem na twarzy jak mnie obraża. Poczym wyszedłem.
Do dziś zastanawiam się skąd w ludziach tyle jadu.
Następna randka z dziewczyną która okazała się być pedagogiem było naprawdę sympatyczne. I zapewne moglibyśmy zostać przyjaciółmi gdybyśmy właśnie przyjaźni szukali.
W całym tym zgiełku informatycznego przepływu informacji pojawiło się światełko które mam nadzieje nie zgaśnie. Kobieta która bardzo pięknym językiem podważyła moją twierdzenie o terytorialnym egzystowaniu społecznym ograniczającym nas do kontaktów z ludźmi z konkretnych środowisk. Odpisałem przyznając się do błędu. Od tego czasu mailowałem z nią codziennie. Przestałem odpisywać na inne maile. Zapadłem się w Jej słowa. Płynąłem w jej opowieściach. Nadal płynę w jej opowieściach. Teraz mamy już swoje numery telefonów. Mam wrażenie, że jestem z Nią codziennie. I pijemy razem kawę. Uwielbiam Ją czytać. Myślę o niej przed snem.
Zastanawiam się czy to aby na pewno normalne? I co ona o tym myśli ? Czy można się zakochać w kimś kogo nigdy się nie widziało?
Mam teraz małe marzenie. Żeby Ją w końcu spotkać. A jeśli się to nie uda… żeby nie przestała pisać.
1 komentarz:
przestała pisać, ale to i lepiej. miała tyle swoich problemów, że moich jej nie trzeba. a ja z drugiej strony nie nalezę do samarytan
Prześlij komentarz