niedziela, lutego 28, 2010


BYK21 kwietnia - 20 maja
Nie zawracaj sobie głowy zbędnymi myślami, nie martw się na zapas. Wszystko dzieje się dokładnie tak jak powinno. Możesz przyjmować - nadchodzi bogactwo.

sobota, lutego 27, 2010

Dreams will come true


.... jednak będę nadal szalał i gonił za marzeniem.
 Wiem , że łatwo nie będzie ale to JA. Sensem mojego bycia jest ta gonitwa.
Szereg upadków i powstań. Nerwowe pulsowanie skroni i ściśnięty żołądek. Bo na końcu nadal czeka marzeń spełnienie ...

niedziela, lutego 21, 2010

Przemawiam sam sobie do rozsądku

Maik posłuchaj... 

     Pewne historie się nie wydarzą. I to jak długo i często będziesz próbował niczego nie zmieni.zajmij  się chłopaku sprawami których nie powinieneś położyć, a są do zrealizowania tak? I tak położyłeś przez gonienie za swoimi urojami parę ważnych tematów. Co ma być to będzie. A ty się nie wygłupiaj!!!


...bo nie lubię się wygłupiać!

piątek, lutego 19, 2010

Coma live in Stodoła.


Bo jest parę historii o których spełnieniu marzę.

"...ale żadna z nich, ale żadna jak ty nie olśniła mnie nie dodała mi sił..."



i off topic.


sobota, lutego 13, 2010


BYK21 kwietnia - 20 maja
Emocjonalnie może to być cięższy okres. Możesz mieć tendencję do czarno widzenia lub może spotkać Cię coś, co w jakiś sposób Cię dotknie. Pamiętaj jednak, że bolesne sytuacje, zawsze pokazują te obszary w Tobie, które wymagają zadbania i uzdrowienia. Jeśli więc odkryjesz w sobie takie bolące miejsca, najlepiej zrobisz, jeśli otoczysz je swoją miłością i opieką. Poczujesz przypływ sił życiowych i Twój ogólny nastrój ulegnie poprawie. Warto ten czas poświęcić jakiejś swojej pasji i tym rzeczom, które najbardziej lubisz robić.

a ja bym tylko chciał... by taryfa kończyła kurs w jednym miejscu.

czwartek, lutego 11, 2010

Zacząłem znów śpiewać...

... pamiętam jakby to było dziś. Te parę słów od kogoś dla kogo śpiewałem. Następnego dnia żadnego tekstu w głowie. Niechęć do muzyki. Przykurcz gardła.żadnego nucenia przy goleniu. to trwało dobrych parę lat a to wszystko przez Nią i te jebane Pomidory w wykonaniu T.Korpantego.
  Ale to się właśnie zmieniło. Od pewnego czasu zaczynam wyć na koncertach i podśpiewywać w tramwajach. Śpiewam po pijaku. I dobrze się tym bawię.
Czemu o tym piszę?
Bo dziś zawyłem cały Hotel California i to z głowy. I nawet mi się podobało.

Dużymi krokami wracam do siebie / się. Nie było mnie tu parę lat.

M.

środa, lutego 10, 2010

wtorek, lutego 09, 2010

Miłość nie jest wieczna.

Wczoraj powiedziałem komuś, że miłość nie jest wieczna. Kłamstwo to straszne i okrutne więc natychmiast muszę sprostować, sobie przynajmniej. Miłość jest wieczna. Tylko trzeba w nią codziennie inwestować. To jedyny warunek wieczności.
A jeśli ta osoba czasem czyta modd-modda to jeszcze nadmienię, że to ból po miłości wieczny nie jest.

poniedziałek, lutego 08, 2010

Entuzjazm

  Coś się wydarzyło. Nie jestem pewien co.
Tak jakbym zapragnoł być dla kogoś.
Nie na zasadzie, że niby ktoś mnie potrzebuje. Właśnie ten ktoś nie potrzebuje mnie zupełnie.
A jednak chciałbym być i czas swój oddawać jakby bezinteresownie? hmm...
Inaczej nie mogę tego nazwać. Przynajmniej narazie.
Czuje entuzjazm na jej widok.

8.02.2010 - Zmian tak wiele.

Zmieniła się data. Świat się zmienił. A za nim ja...
Nowe miejsce bycia. Nowe fascynacje. Plany. Coraz większe.
Zaraz rozpocznie się jeden z najciekawszych etapów mojego życia. I chce być przy tym.
i jeszcze jedno:
Dążenie do ideału to kwestia determinacji.
Mężczyznę może zdeterminować do tego dążenia tylko idealna kobieta.
Ja.

piątek, grudnia 11, 2009

11 grudnia 2009 - co życzyć.

11 grudnia 2009

Kończy się rok. Mam poczucie nie spełnienia. Kolejny samotny sylwester.

Rok na przygodach zleciał.

Brakuje mi Gośki. Ale wiem, ze już powinienem o niej zapomnieć. Ona chyba to zrobiła.

Fajną przygodą była mailowa Katarzyna. Szkoda , ze spotkanie na żywo odstraszyło ją. Cóż nigdy nie byłem księciem z bajki.

Czuje ostatnim czasem jak łzy płyną do oczu. Żal. Niespełnione marzenia.

Wiem . wiem ze już nie dla mnie kariera zawodowa. Że musze zostać własnym szefem.

Czego mam sobie życzyć w nowym roku?

sobota, października 24, 2009

24 pażdziernik 2009 - Muszę to nadrobić.

24 październik 2009-10-24

Siedzę na Mtm Moto Show i zastanawiam się czy koncepcja dużo, szybko, głośno jest aby na pewno słuszna. Wszystkiego jest nadmiar. Za dużo wystawców. Za dużo dźwięków a raczej hałasu. Za dużo nagich dup. Po co to się robie? Promowanie czego kol wiek tymi metodami budzi we mnie obrzydzenie. Nakłanianie ludzi do kupowania poprzez oglądanie. Ale oni nie przychodzą tu oglądać towarów. A na pewno nie w tej formie o jakiej myślą wystawcy. Przyszli popatrzeć na te wypięte tyłki. Przecież to oczywiste. Cała reszta stała się tylko dodatkiem. Zastanawiam się kiedy wypinanie publicznie tyłka stało się tak atrakcyjne.

Lubię zgrabne kobiety. Ale lubię gdy są odziane, a ich nagość jest tylko dla mnie. Lubię być zaskoczony. Gdy rozbieram kobietę chce czuć, że odkrywam. Chce być zdobywcą nieodkrytych lądów. Każda przygoda z kobietą która emanuje stale swoimi wdziękami jest nudna. Człowiek po prostu wszystko już widział. Co jest ciekawego w poznawaniu poznanego?

Zresztą ludzkie ciało jest groteskowe. Dlatego akty są takie sztuczne. Twórca musi wymóc odpowiednią pozę. Tylko po to by ukryć śmieszność.

Lubię kobiety w luźnych strojach. Takich które opinają się gdzie trzeba. W których pikantne szczegóły są tylko rysunkiem na dzianinie. To porusza wyobraźnię. Może dlatego zawsze lubiłem poranki przy kawie gdy „ona” zakłada moją koszule do śniadania.

Muszę się do czegoś przyznać. Stchórzyłem. A może raczej się wystraszyłem. Czego? Chyba tego że mnie nie polubi. Że okaże się przeciętniakiem w jej oczach. Niewarty dalszego zainteresowania. Mogłem Ją wreszcie spotkać. Dotknąć. Zobaczyć jaka jest naprawdę. Nie mogę sobie z tym poradzić.

Muszę to nadrobić.

środa, października 21, 2009

19 październik 2009 - Zasnę Cię/się

Jesienna mgła snuje się chodnikami. Wiatr próbuje zamieść przyklejone wilgocią liście. Chłód wciska się szczelina pod drzwiami z klatki schodowej. Szkoda wychodzić spod kołdry. Jeszcze godzinkę. Zresztą nigdzie mi się nie śpieszy. Mam urlop. Ostatni dzień urlopu. Nie mogłem zasnąć zeszłego wieczoru. Jakby ktoś mnie notorycznie wybudzał z półsnu. W świetle dnia pomyślałem, że to ona wabi mnie myślą do siebie. I kuniej me myśli wędrowały. Dłonie śledziły Jej wypukłości. Oczy śledziły kosmyki włosów, pełne usta wygięte w zalotny grymas. Słowa goniły słowa. Ciepło rąk. To wszystko przez jedno zdanie falami gsmu nadane. „Zaśnij mnie, gdy obudzę się dla Ciebie.” Zasnę Cię/się .

WITAJ ŚWIECIE... 18 PAŻDZIERNIK 2009

Witaj świecie… … jest 18 października 2009 roku. Mam już dwadzieścia siedem lat i nadal czuje się jakbym miał dwadzieścia. Powiedzmy dwadzieścia dwa lata. A może czasem szesnaście. Całkiem niedawno obiecałem sobie nigdy się nie zestarzeć, a około sześćdziesiątki zdziecinnieć zupełnie. Stąd decyzja aby znów zacząć pisać coś na kształt pamiętnika. Zwyczajnie po to aby sprawdzać czy mój sposób myślenie nie ewoluuje nadmiernie w stronę starczego gorzknienia. Co mógłbym z czasem kontrolnie naciągnąć na cynizm lub zwykłe szyderstwo ze świata. Zastanawiam się czy przeżyłem do tej pory dostatecznie dużo aby móc ocenić dotychczasowe życie. Odpowiedź jest jasna i brzmi: nie mnie to oceniać. Więc czemu próbuje? Czy mam sobie coś do zarzucenia i staram uzasadnić błędnie obrane drogi, ścieżki itp.? Pewnie dokładnie tak jest. Zarzucam sobie, że nie skończyłem studiów gdy był na to czas i teraz to nadrabiam. Że poszedłem do łóżka z kobietami z którymi nie powinienem. Że nie poszedłem do łóżka z kobietami z którymi powinienem. Że wiele moich związków rozpadło się przez moją dumę. Że rozpocząłem wiele związków. Że zakończyłem wiele związków. Że matka tyra. Że tyra bo uważa, że mi pomoże. Że nie potrafię zmienić jej zdania o mnie. Że uważa, że potrzebuję pomocy. Że, że, że … z drugiej strony… uważam, że moje dotychczasowe życie ułożyło się zgodnie z moim wewnętrznym planem. Jednym słowem wyszalałem się. Wycierpiałem też swoje. Przeżyłem piękne chwile z przyjaciółmi. Gorące noce z pięknymi kobietami. Wypiłem morze wódki. Wypaliłem tony prawdziwej marihuany, nie tego syfu co się dzieciakom sprzedaje. Pływałem. Wspinałem się. Ścigałem. Śpiewałem. Grałem. Żyłem. … jest 18 października 2009 roku. I nie wiem co dalej Jakieś parę tygodni temu naszło mnie na odmianę swego losu. Wybrałem metodę chyba najprostszą. Ogłoszenie internetowe. Musze przyznać, że zaskoczenie było ogromne gdy już następnego dnia miałem zapchaną skrzynkę odbiorczą. Postanowiłem nie tracić czasu na maile typu umówmy się, mam tyle lat i tyle cm wzrostu, jestem szczupła lub szukam czegoś. Zdecydowanie wykluczyłem też maile z numerami telefonów i bezpośrednimi propozycjami seksualnymi, choć nie powiem, kusiło. Dlaczego odrzuciłem dziewięćdziesiąt dziewięć procent? Bo to nuda. A ja od nudy chciałem uciec. To chyba oczywiste. Nawet umówiłem się na kilka „randek w ciemno”. Dokładnie dwie. Pierwsza z niesamowitą furiatką. Skusiłem się ze względu na nasz pierwszy kontakt poprzez tak zwane gie gie podczas którego nazwała mnie oszustem itd. Było to intrygujące. Następne rozmowy poruszały się w prostej linii do nienawiści. Zatem spotkaliśmy się bezpośrednio aby sprawdzić czy słowo pisane nie zniekształca naszych emocji. Nie zniekształcało. Wręcz przeciwnie. Umyśliłem sobie knajpę na spotkanie w której nigdy nie ma miejsc. I tu się nie zawiodłem na towarzyszce. Zagotowała się jak planowałem. Po długim niezdecydowaniu zaprosiłem ją do speluny w której czasem się chowam. Ewidentnie nie spodobało jej się. Przez godzinę słuchałem z uśmiechem na twarzy jak mnie obraża. Poczym wyszedłem. Do dziś zastanawiam się skąd w ludziach tyle jadu. Następna randka z dziewczyną która okazała się być pedagogiem było naprawdę sympatyczne. I zapewne moglibyśmy zostać przyjaciółmi gdybyśmy właśnie przyjaźni szukali. W całym tym zgiełku informatycznego przepływu informacji pojawiło się światełko które mam nadzieje nie zgaśnie. Kobieta która bardzo pięknym językiem podważyła moją twierdzenie o terytorialnym egzystowaniu społecznym ograniczającym nas do kontaktów z ludźmi z konkretnych środowisk. Odpisałem przyznając się do błędu. Od tego czasu mailowałem z nią codziennie. Przestałem odpisywać na inne maile. Zapadłem się w Jej słowa. Płynąłem w jej opowieściach. Nadal płynę w jej opowieściach. Teraz mamy już swoje numery telefonów. Mam wrażenie, że jestem z Nią codziennie. I pijemy razem kawę. Uwielbiam Ją czytać. Myślę o niej przed snem. Zastanawiam się czy to aby na pewno normalne? I co ona o tym myśli ? Czy można się zakochać w kimś kogo nigdy się nie widziało? Mam teraz małe marzenie. Żeby Ją w końcu spotkać. A jeśli się to nie uda… żeby nie przestała pisać.

sobota, października 17, 2009

Obok gdzieś do siebie / się

Proszę zwolnij swe serca bicie. Przystań na chwle. Spojrz przed siebie na zachodzącesłońce z myślą lub bezmysla lepiej bo tylko ona wolna jest jeśli tylko ja w dziecinnosci utrzymać można.
Pedze razem z tobą. Gdzieś obok. Gdzieś na promieniach słońca i linach ksiezycowych. Od marzenia do marzenia. A pomiędzy bezkresny, nieprzebyty ocan codzienności. Stałeś się zaglem mojej Łodzi. Dzięki Tobie wiatr codzienności na sluge biorę i szkwaly lekzewazac przemierzam nonsensy i przypadki nierzeczywiste.




sobota, października 10, 2009

Anons w eter

  Mam propozycje. Spotkajmy się na jednym z warszawskich mostów. Dla Ciebie wezmę termos z herbatą dla siebie kawę białą. Siądziemy na barierce i będziemy milczeć potajemnie odgadując swoje myśli zapatrzeni w Wisłę. Ukradkiem spoglądając na siebie. Delektując się brakiem słów. Rozumiejąc poprzez gesty nie skomplikowane. Umiem doskonale milczeć. I szkoda że to nie lipiec, ale oby nas deszcz znalazł na tym moście.


eM. Jak Dżem.

piątek, września 04, 2009

04.09.09


Płaczliwy dzień za oknem. Zaraz wejdę w niego z butami i przydepcze cienką warstewkę deszczu na asfalcie. Pośpiech niewskazany jest ale śpiesze się. Teraz metro.
Nie chce być już zmęczony. Ciągle w skorupce. Czy ja  chityny się najadłem?  

Jeszcze trochę i będzie dobrze. Jeszcze trochę i wszystko się zmieni. Uwolnię się. Znajdę swoje miejsce na ziemi. Znajdę mój domek w kniejach  ukryty.  Gdzieś za polami i łąkami dobrego gospodarza. Gdzie wodę trzeb nosić wiadrem na poranna kawę i nie trzeba się z tym śpieszyć.

Wczoraj podjęte zostały ostateczne decyzje. Rozpoczynam prace nad własną firmą. Już koniec garnuszka. Koniec panów szefów. Nadeszła pora żniw. Teraz okaże się Ile w istocie jestem wart. Za trzy lata plony zbiorę. Dziś zasieje jutro podleje.

Oby twój dzień nie był płaczliwy jak mój. Potraktuj deszcz jak przyjaciela. On zmyje brzydotę świata specjalnie dla ciebie.

wtorek, września 01, 2009

01.09.09

Podsumowując dzisiejszy dzień - http://www.youtube.com/watch?v=auy6ikGhwGs
Tylko ostatnia zwrotka nie pasuje. mnie już po prostu nic nie trzyma.
Mr. M.

poniedziałek, sierpnia 31, 2009

31.08.09

Jak pomoc przyjacielowi który pocy niechce a wiadome jest ze jak palcem nie rusze to albo ojom albo chować go bedą w ziemi czarnej. Ludzie z miasta tak zwani o drobnice chloaka scigaja. Jestem wstanie wyjąć i mu pomoc. Dług miałby u mnie a ja z bronią nie chodzę przecież. Normalny jestem Zupelnie. jak pomoc komuś kogo duma   I godność nie pozwala na pomocy przyjęcie? Młody chłopak z chora matka. Zasuwa dwa etaty. Starzy po rpzwodzie. Jak ma chwile to ojca dIeciakow pilnuje. SZoku nie skonczone daleko nie zajdzie ale dusza człowiek. I co zrobić? Co zrobić? Wjebal się chlopak okrutnie szybka kasę chciał Zrobic. Z drugiej strony to co ja? Fundacja jestem pomocy zblakanym? Ale jakoś nie mogę tak prZejść obok.  Muszę mu jakoś pomoc nawet jeśli to wędka ma być a nie gotowizna coś wymyslec muszę.


Dziś znów jak na oddech na wieści czekałem od Ciebie. Pragnienie nieodparte aby Cię porwać w środku nocy i wschód słońca nad morzem podziwiać. Może gdzieś tam jesteś?

sobota, sierpnia 29, 2009

Czekając na deszcz

Nie potrafię zwolnić. Muszę ciągle biec przed siebie. Nie wiem czy w tym biegu Minołem już cel czy może zapomniałem jaki był na początku. Może cel ewoluuje wraz ze zmianami prędkości pędu. Próbuje uchwycić gdzie jest aktualnie w swej ewolucji. Jak się kształtuje jak smakuje i czy będzie pachniał jeżynami? W poszukiwaniu celu spędziłem dzień w pracy. Odpisałem na kilka maili do ludzi których już rozmazał czas w pamięci. Starałem się przypomnieć o czym wtedy myślałem co mnie inspirowało. Całe poszukiwanie sprawiło że czas nie określony siedziałem w deszczu na parkowej ławce. Przyjmując jego energie kinetyczną starałem się popędzić umysł do znalezienia w sobie tej mocy która prowadziła mnie zawsze do przodu bez względu czy źle czy dobrze. Nie wiem teraz czy jest ta energia we mnie . Może to tylko efekt zakrapianej nocy. Może a raczej na pewno po nadmiarze entuzjazmu przychodzi czas na refleksje.
A deszcz jest cudowny. Uwielbiam go w każdej odmianie. Dziś był szary, stalowy. Jak ciężka mgła unosił się w powietrzu i tylko jego skumulowany nadmiar opadający po liściach uświadamiał o jego obecności. Lubię taki deszcz. Jak przykleja się do twarzy. Lubię gdy kołnierz skórzanej kurtki postawiony lekko chroni mnie przed nim i jednocześnie skrywa moje oblicze przed światem. Szelest kropel na liściach i spokojna rytmika zamieniająca się w gęstą amplitudę szumu.
Pamiętam gdy jeszcze przemierzałem pieszo pola gór świętokrzyskich. Tam deszcz był inny. Ciepły. Lubiłem jak spływał po twarzy. Kapał z czubka nosa I płynął jeszcze wtedy po długich włosach.
Ale jeszcze bardziej od deszczu lubię światło przed nim.
Zdarza się raz na jakiś czas. W popołudnia lipcowe. Słonce jest wtedy jeszcze wysoko, ale wilgoć w powietrzu nie pozwala mu się przebić. Wtedy cała zieleń nabiera barwy soczystej, a niebo słodkawego mandarynkowego koloru. Wtedy widzę wyraźniej wszystkie kształty. Moc tych kolorów  aż prosi się by stanąć i chłonąć ją całym sobą czekając na deszcz.